Panuje obiegowa opinia, że studenci są nadzwyczaj wyzwoleni. "Zaliczanie" niezliczonej ilości partnerek i partnerów w trakcie studiów jest przez niektórych uznawane za normę, a żacy nader chętnie rozpisują się o swoich seksualnych podbojach w internecie. A może monogamia jest bardziej podniecająca od seksualnej rozwiązłości?


Niektórzy seks-eksperci dowodzą, że najlepszego seksu doświadczamy w związkach monogamicznych. Dlaczego? Bo tu liczy się nie tylko bliskość fizyczna, lecz także duchowa. Pewnie, że po latach miłosnych igraszek z jedną i tą samą osobą trudno o dreszczyk emocji, który towarzyszy przygodnym romansom. Jednak w pełni monogamicznym związku możemy (i musimy) ćwiczyć swoją łóżkową kreatywność.

To nie wszystkie zalety monogamii. Uprawiając seks tylko z jednym partnerem nie musimy obawiać się chorób wenerycznych. Jest jeden warunek - nasz partner musi być wierny. W związkach otwartych trudno mieć do ukochanej (bądź ukochanego) całkowite zaufanie.

Co ciekawe z badań przeprowadzonych przez Sharon Hinchcliffe z Uniwersytetu w Sheffield wynika, że zaledwie 10 proc. kobiet czerpie satysfakcję z przypadkowego seksu - przypomina "Gazeta". Przygodne igraszki przypominają bowiem bardziej sport wyczynowy, niż miłosny rytuał.

Wszystko brzmi bardzo pięknie, lecz czy młodym ludziom monogamia jeszcze się podoba? Skoro zewsząd bombardowani są opiniami, że w trakcie studiów należy się wyszaleć, bo później już nie będzie na to czasu?

"Nie muszę być w kimś zakochana, żeby pójść z nim do łóżka i myślę, że nie każdy musi. Niemniej jednak jeszcze nie zdarzyło mi się zdradzić partnera w stałym związku, ale nigdy nie mów nigdy" - pisze internautka o pseudonimie kag73. Podzielacie jej zdanie?

A może monogamia jest już niemodna?