Pierwszoroczniacy w szkołach teatralnych przechodzą przez piekło. Na wzór wojskowej fali starsi koledzy fundują im "fuksówkę". Rytuał trwa o trzech tygodni. Młodzi studenci są poniżani a rektorzy bagatelizują sprawę. Pod płaszczykiem hartowania ducha dochodzi to aktów przemocy.

Pierwszoroczniacy zmuszani są do udawanie samogwałtu, noszenia na szyi tabliczek z wyzwiskami i wyczerpujących fizycznie zachowań. Przekonani o własnej wyższości intelektualnej i zapatrzeni w siebie studenci starszych roczników wyżywają się na młodszych kolegach. Nękani często przypłacają takie docieranie utratą zdrowia. "Obserwowałam fuksówkę przez 4 lata i wiem, że jest ona głównym powodem, dla którego aktorzy pozwalają się traktować jak śmieci reżyserom, a aktorki sa często molestowane ( a jest to naprawdę częste zjawisko - już na 3 roku, dostałam pewną niedwuznaczną propozycję od jednego z profesorów" - zwierza się studentka po PWST.

Starszym rocznikom można się oczywiście postawić i nie zgodzić się na maltretowanie. Upór jednak się nie opłaca - twardziele do końca studiów muszą zmagać się z wizerunkiem tchórza i słabeusza. Czyli kiepskiego aktora.

Studia w szkole teatralnej są dla wielu młodych ludzi największym życiowym marzeniem. Znane twarze, intelektualna elita i szansa na wielką karierę. Tymczasem wcale nie jest tak różowo. Znęcanie się nad pierwszorocznymi stało się niechlubną tradycją w polskich szkołach teatralnych. Nic więc dziwnego, że polskie kino leży i kwiczy. A raczej zdycha.