Magiczny punkt G, uznawany za najwrażliwszą strefę erogenną ciała kobiety, nie istnieje - dowodzi na łamach "The Journal of Sexual Medicine" dr Amichai Kilchevsky, urolog ze szpitala Yale-New Haven w Connecticut (USA). Do rewolucyjnych wniosków naukowiec dochodził przez wiele miesięcy - donosi serwis cbsnews.com. To musiała być przyjemna praca.

Po raz pierwszy punkt G został opisany przez niemieckiego lekarza Ernsta Grafenberga w 1950 roku. Grafenberg dowodził, że stymulacja punktu G prowadzi do orgazmu. Po ponad 60 latach okazało się, że to bzdura.

Według Grafenberga punkt G ma mieć powierzchnię ok. 1,5-2 cm kw. i znajdować się na przedniej ścianie pochwy, ok. 5 cm od wejścia.

Kilchevsky przeprowadził 29 szczegółowych badań anatomicznych i punktu G nie znalazł. Nie będziemy się rozwodzić nad metodologią. Naukowiec dowiódł także, że większość kobiet wierzy w istnienie magicznego punktu! O istnieniu wrażliwej strefy erogennej są także przekonane te panie, które nigdy nie znalazły tajemniczego punktu.

Czy wyniki badań amerykańskiego naukowca zakończą poszukiwania mitycznego punktu G? Szczerze w to wątpimy. A i na Waszym miejscu nie rezygnowalibyśmy z poszukiwań magicznej strefy. Być może punkt G wcale nie znajduje się tam, gdzie myślimy?

Wierzycie w istnienie punktu G?