Resort nauki daje czadu. Dopiero co pisaliśmy o gotowym projekcie rozporządzenia w sprawie e-learningu, który likwiduje limity zajęć prowadzonych przez internet, a już mamy dla studentów kolejną niespodziankę. Otóż rzeczony projekt (jednak) nie wyklucza przeprowadzania egzaminów przez internet - donosi "Dziennik Gazeta Prawna".


Dziś niewiele jest studiów prowadzonych przez internet. Powód? Wymogi formalne. Otóż 40 proc. zajęć musi się odbywać na terenie uczelni. Nowe rozporządzenie zniesie bezsensowne limity.

Ale o tym już było. Najistotniejsze z punktu widzenia studentów jest to, że będą oni mogli zdawać egzaminy przez internet. Gorące ministerialne rozporządzenie tego typu zaliczeń nie zakazuje: "uzyskane przez studenta (...) efekty kształcenia (...) będą weryfikowane w sposób pozwalający na potwierdzenie ich uzyskania przez studenta" - stanowi przepis.

Obowiązku egzaminowania na uczelni konsultowana norma prawna nie nakłada, lecz uczelnie raczej nie zrezygnują z tradycyjnego sposobu sprawdzania studenckiej wiedzy. Za dużo zachodu, chociaż...

Magdalena Eliaszuk z Centrum Otwartej i Multimedialnej Edukacji Uniwersytetu Warszawskiego zna prosty sposób na skuteczną weryfikację egzaminowanego przez internet żaka: "Np. na Zachodzie istnieje instytucja męża zaufania. Osoba, która studiuje zdalnie w USA, a fizycznie znajduje się w Polsce, może skorzystać z pomocy męża zaufania np. na Uniwersytecie Warszawskim" - tłumaczy na łamach "DGP" Eliaszuk. Tenże mąż potwierdza tożsamość żaka i sprawdza, czy żak nie ściąga.

Kto z Was chciałby zaliczać we własnym domu?