Niecały miesiąc został do rozpoczęcia roku akademickiego. Cześć przyszłych i obecnych studentów czeka na tę chwilę z wielkim utęsknieniem. Przecież nareszcie rodzice wynajmą im mieszkanie, nareszcie będą mogli w spokoju… przyćpać. O modnych „ćpalniach”, czyli mieszkaniach wynajmowanych przez młodych ludzi, najczęściej studentów, po to, by się zbiorowo narkotyzować pisze "Newsweek".

Dla strachliwych są dopalacze. Właściciel ponad stu sklepów z legalną chemią robi to tylko dla kasy. Jest więc handlarzem narkotyków w majestacie prawa. Zresztą Dawid Bratko tego nie ukrywa i na pytanie, czy bierze dopalacze, odpowiada z rozbrajającą szczerością: - A widział pan dilera, który bierze narkotyki? Ja nie biorę dopalaczy, gdyż nie muszę się nakręcać. Po nowelizacji prawa handlarz chemią dostał jednak po łapkach: - Musieliśmy wycofać ze sprzedaży towar wart ćwierć miliona złotych. Wszystkie dopalacze zostały komisyjnie spalone na mojej działce na Górnej. Ale w ich miejsce natychmiast wprowadziliśmy nowe produkty.

Młodzi adepci sztuki ćpalniczej mówią wprost, że poznają się przez Internet, wiedzę o środkach odurzających także biorą z sieci. Bartek, student pierwszego roku psychologii, poznał Marcina na forum o narkotykach. Wraz z kilkoma osobami lubującymi się farmakologicznych eksperymentach postanowił zamieszkać w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Jak wygląda ich typowy poranek?

- Bartek ma światłowstręt, bo wczoraj przeholował ze spidem. Robi kanapki na śniadanie. Bartka nie liczy (przez amfetaminę nic nie przełknie do wieczora), ale są jeszcze współlokatorzy: Marcin i Marta. Niedługo wstaną. W końcu zbliża się południe – opowiada „Newsweekowi” 18-letnia Agata, dziewczyna Bartka.

Bohema XXI wieku? Niekoniecznie. W do ich życia na bezustannym tripie wchodzi zagląda przecież szara rzeczywistość. Zaczynają się plany, marzenia. Przecież studia się kiedyś skończą,a rodzice nie będą do końca życia płacić za utrzymanie „ćpalni”, o której nie mają bladego pojęcia.

– Powiedzieliśmy sobie, że pomieszkamy razem przez rok i damy sobie czas na ostrą zabawę, spróbujemy, czego się da. Później wyhamujemy. Ja pójdę na studia. Marcin chce wyjechać z Polski, Bartek iść do szkoły teatralnej. Życie się zmieni. Ale na razie mamy czas, ochotę i naszą "ćpalnię" – tłumaczy „Newsweekowi” Agata.

Alternatywne życie studenta traktują więc jako chwilowy psychodeliczny eksperyment. Ale czy na pewno uda im się tak łatwo z nim pożegnać?