Wiecznym studentom przypominamy, że bumelanctwo już się nie opłaca. W myśl znowelizowanej ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym każdy student ma prawo do bezpłatnej nauki, ale tylko w ramach limitu punktów ECTS. Po przekroczeniu limitu za każdy dodatkowy semestr studiów dziennych na uczelniach publicznych trzeba będzie zapłacić - przypomina "Metro".

Limit punktów ECTS wynosi:

- na studiach pierwszego stopnia - 180,
- na studiach drugiego stopnia - 90,
- na jednolitych studiach magisterskich - 300,
- na studiach sześcioletnich - 360,
- dodatkowy pakiet punktów dla wszystkich studentów - 30.

Ponadlimitowy semestr będzie kosztował tyle, ile semestr na studiach wieczorowych. Przykładowe stawki na Uniwersytecie Warszawskim wynoszą: polonistyka - 1900 zł za semestr, dziennikarstwo - 3000 zł, prawo - 4600 zł. Semestr architektury na Politechnice Warszawskiej kosztuje 4990 zł zaś na administracji - 2300 zł.

"Sądzę, że zmiany zniechęcą wielu młodych ludzi do podejmowania studiów "na próbę" lub dla "przezimowania", tj. dla ubezpieczenia i zniżek wynikających z legitymacji studenckiej. Konieczność dopłaty za kolejne semestry sprawi, że będą rozważniej podejmować decyzje" - mówi dziennikowi "Metro" Iwona Kwaśna, doradca zawodowy w Centrum Kariery i Pracy SWPS.

Niektórzy twierdzą, że dodatkowy pakiet 30 punktów, który pozwala na zmianę kierunku studiów po jednym semestrze nauki, to stanowczo za mało. Według Niezależnego Zrzeszenia Studentów bonusowy limit powinien być podniesiony do 60 punktów.

Nowe przepisy z pewnością zniechęcą "ambitnych" do studiowania na więcej niż jednym kierunku dziennym. Dzięki temu zwiększy się liczba potencjalnie wolnych miejsc.

Czy wprowadzenie limitu punktów ECTS to mądre rozwiązanie? Podzielcie się z nami swoją opinią.